Paweł Szydłowski 54.60°N 18.24°E · Pomorze / Warszawa · 2026
Zgłoszono do sprawdzenia:
„za mało zamówień”objaw
„konflikty w kadrze”objaw
„ludzie się nie starają”objaw

Człowiek orkiestra dla firm, którym nie opłaca się zatrudniać całej orkiestry.

Nie jestem specjalistą od jednej rzeczy. Jestem człowiekiem, który sprawia, że wiele rzeczy zaczyna działać lepiej.

Turystyka i logistykaWideo i montażAI i automatyzacjeSzkoleniaStrony www
Napisz albo zadzwoń e-mail · telefon — do podmiany

Nie musisz zaczynać od diagnozy. Stronę, wideo lub automatyzację biorę też punktowo →

Miejsce na portret — rys. 1, wykonawca portret
w druku
Przewiń — otwórz protokół
poziom powierzchni · 0 m
Prawdziwy problem rzadko jest tym, o którym myślisz

Myślisz, że wiesz, co u Ciebie nie działa. Możliwe, że masz rację — ale częściej to, co widać na powierzchni, jest tylko objawem, nie problemem.

GŁĘBOKOŚĆ0,0 m▏▏▏▏▏▏
Zanim przejdę do tego, co robię

Skąd się to wzięło

Widziałem zbyt wiele razy, jak coś, co teoretycznie zgadza się z opisem, w praktyce jest po prostu słabe. Cztery przykłady z życia — obiecane kontra zastane:

01 / 04
Pocztówka: Poznanie cudów miasta
Stan zastany

Dwie godziny biegania po mieście i zaliczenie trzech punktów wokół rynku.

Broszura: Hotel czterogwiazdkowy
Stan zastany

Połowa zepsutych toalet i średnie jedzenie — za to jest go mało.

Ulotka: Aktywne szkolenie
Stan zastany

Nudny wykład z kartami do wypełnienia.

Bilet: Fantastyczna przygoda dla całej rodziny
Stan zastany

Pięć stoisk i znudzeni animatorzy odliczający minuty do końca imprezy.

Na papierze · na miejscu

Tak to wygląda w folderze. A tak naprawdę.

Ośrodek z katalogu — na papierze Ten sam ośrodek — na miejscu
Na papierzeNa miejscu
przewijaj — kurtyna idzie za Tobą

Nie patrzyłem na to z boku. Sam nieraz musiałem uśmiechać się do grupy, prowadząc wycieczkę, którą ktoś inny zaplanował fatalnie. Wiem, jak to jest być po tej stronie — i dlatego nie chcę pracować tak, żeby ktoś inny musiał się później tak czuć.

01
Sprostowanie do protokołu

U Ciebie pewnie nie jest aż tak źle

I dobrze. Te historie to skrajności — pokazuję je, bo na nich najlepiej widać mechanizm, nie dlatego, że spodziewam się ich u Ciebie. Większość firm działa porządnie: właściciel zna swój produkt, klienci wracają, rachunki się zgadzają.

Tyle że „porządnie” nie znaczy „nic do poprawy”. Prawie w każdej firmie coś się przez lata utarło i nikt już nie pyta dlaczego: ktoś ręcznie przepisuje dane, które mogłyby przepisywać się same, odpowiedź do klienta idzie trzy dni, bo po drodze są dwie skrzynki. Pojedynczo — drobiazgi. W sumie — powód, dla którego klient następnym razem wybierze kogoś innego.

Od środka trudno to wyłapać — nie z braku kompetencji, tylko dlatego, że prowadząc firmę, patrzysz na nią z bliska, bo musisz. Czasem potrzebny jest ktoś z zewnątrz, kto wejdzie, przejdzie Twój proces od początku do końca i powie wprost, co działa, a co tylko wygląda, jakby działało.

Skrajności zdarzają się rzadko. Drobiazgi kosztują codziennie.

koniec sprostowaniaskąd to się w ogóle wzięło ↓
02

Zanim przejdę do tego, co robię — skąd to się w ogóle wzięło

Widziałem zbyt wiele razy, jak coś, co teoretycznie zgadza się z opisem, w praktyce jest po prostu słabe.

Wycieczka reklamowana jako „poznanie cudów miasta” okazuje się dwiema godzinami biegania po mieście i zaliczeniem trzech punktów wokół rynku. Hotel, który na papierze jest czterogwiazdkowy, ma połowę zepsutych toalet i średnie jedzenie, ale za to jest go mało. „Aktywne szkolenie”, które okazuje się nudnym wykładem z kartami do wypełnienia. „Fantastyczna przygoda dla całej rodziny”, to tak naprawdę pięć stoisk i smutni, znudzeni animatorzy odliczający minuty do końca imprezy. Strona za spore pieniądze, która kompletnie nie pasuje do tego, czym firma naprawdę jest.

Nie patrzyłem na to z boku. Sam nieraz musiałem uśmiechać się do grupy, prowadząc wycieczkę, którą ktoś inny zaplanował fatalnie. Stałem na źle zorganizowanych imprezach. Prowadziłem zajęcia bez materiałów i czasu na przygotowanie, które pozwoliłyby zrobić je dobrze. Wiem, jak to jest być po tej stronie — i dlatego nie chcę pracować tak, żeby ktoś inny musiał się później tak czuć.

Jeśli prowadzisz firmę, która ma już klientów, ma już produkt i ma budżet, żeby robić to lepiej — ale czujesz, że gdzieś w środku jest bałagan, którego sam nie masz kiedy rozplątać — prawdopodobnie właśnie dlatego czytasz to do końca.

03
Filtr

Dla kogo to jest

Najlepiej sprawdzam się tam, gdzie firma ma już klientów i pieniądze, chce robić to lepiej, ale nie jest na tyle duża, żeby opłacało się jej zatrudniać osobny zespół specjalistów. Wystarczająco elastyczna, żeby faktycznie coś zmienić — nie taka, w której każda decyzja czeka miesiącami na akceptację.

Najgłębiej znam to od strony turystyki — ale metoda nie jest turystyczna. Jeśli Twoja firma pasuje do tego opisu, czytaj dalej — zaraz pokażę, jak to wygląda w praktyce.

04
Metoda w praktyce

Dlaczego zgłoszony problem prawie nigdy nie jest tym prawdziwym

DIAGNOZA 01„brak zamówień”

W jednej z firm, w której pracowałem, zgłoszonym problemem był brak zamówień. Gdybym potraktował to dosłownie, zacząłbym od reklamy i cold maili.

Realny problem był głębszy. Zamówienia szły miesiącami, bo zabrakło automatyzacji i sensownej logistyki — więc klienci zamawiali rzadziej i niechętnie, bo wiedzieli, że czekanie boli. Do tego nikt o firmie nie wiedział, bo brakowało dobrych materiałów reklamowych i obecności tam, gdzie bywają ludzie z branży, a maile z ofertą trafiały tam, gdzie trafiają wszystkie maile bez kontekstu — czyli nigdzie. Pomogłem to naprawić, traktując problem jako jedną całość i znajdując rozwiązania łączące wszystkie te bolączki: automatyzacje, uporządkowany proces, dobre materiały reklamowe, bezpośredni kontakt z ludźmi z branży. Nie dlatego, że jestem najlepszym specjalistą od logistyki na świecie — tylko dlatego, że zobaczyłem to jako jeden system, nie trzy osobne zlecenia dla trzech różnych osób.

→ realny problem był głębszy
DIAGNOZA 02„konflikty w kadrze”

Podobnie było przy obozach młodzieżowych, które kiedyś koordynowałem. Zgłoszonym problemem były konflikty w kadrze wychowawców. Realnym problemem był brak integracji między nimi — zamiast kolejnego nudnego szkolenia zrobiliśmy zwykły team building i konflikty w większości same zniknęły. A do tego poprawiliśmy organizację programu, która naturalnie generowała napięcia, bo ludzie nie mieli szans się dogadać, zanim coś poszło nie tak.

→ realny problem był głębszy
DIAGNOZA 03„małe zaangażowanie animatorów”

I jeszcze jeden przykład, z programu aktywnych wycieczek szkolnych, który kiedyś ogarniałem: biuro było przekonane, że problemem jest małe zaangażowanie animatorów. Realnym problemem był jeden łuk na piętnaście osób, brak odczynników do pokazów chemicznych i teleskop bez funkcji śledzenia obiektu, przez co pół nocy zajęć z astronomii to było ręczne przekręcanie go w prawą stronę. Animatorzy nie byli mało zaangażowani — nie mieli czym pracować i nie byli skoordynowani na miejscu, bo jedyne co mieli to telefony do siebie nawzajem — a i to nie zawsze.

→ realny problem był głębszy

To oczywiście skrajne przypadki — w większości firm chodzi o rzeczy mniejszego kalibru, ale coś do poprawy znajduje się prawie zawsze.

Zauważ też, że te trzy przykłady są z trzech różnych światów — logistyki eksportowej, pracy z ludźmi, programu terenowego. To nie przypadek, to metoda: wejść w proces od środka, znaleźć realne słabe punkty, uczciwie je nazwać, i naprawić — bez fiksowania się na jednym elemencie, tylko patrząc na całość sytuacji. Nieważne, czy Twoja firma wozi grupy w teren, sprzedaje coś do kilkunastu krajów, czy uczy ludzi obsługi nowego narzędzia — mechanizm, który sprawia, że coś nie działa, wygląda podobnie. Zanim cokolwiek zaproponuję, wolę zobaczyć, jak to u Ciebie naprawdę wygląda, niż zgadywać z zewnątrz.

05
Załączniki do protokołu

Zobacz, jak to wygląda

Łatwiej uwierzyć, widząc, niż czytając zapewnienia. Kilka rzeczy, które faktycznie zrobiłem — nie opis tego, co bym mógł.

warsztat uśpiony — scroll strony działa normalnie
06
Zaplecze

Skąd to wszystko wiem

Te trzy historie nie wzięły się znikąd — oto skąd znam tę metodę.

Zacząłem w turystyce. Siedem lat pilotowałem wycieczki — głównie szkolne, po Polsce i kilkunastu krajach Europy — koordynowałem też zielone szkoły i obozy, czasem jednocześnie w czterech ośrodkach z piętnastoma czy dwudziestoma instruktorami naraz. To siedem lat pracy, w której nikt nie daje Ci czasu na dopracowanie czegokolwiek w spokoju. Trzeba było reagować na miejscu i trzymać kilka rzeczy w głowie jednocześnie.

Równolegle, od pięciu lat, sam kręcę i montuję wideo — kursy online, materiały reklamowe, projekty dla fundacji, w której działam. Przez kilka lat pracowałem też w firmie eksportującej za granicę niszowy produkt — najpierw jako pracownik, potem kierując logistyką, a później rozwijając sprzedaż hurtową i kontakty z klientami z kilku kontynentów. Tamten świat — produkcja, eksport, logistyka, negocjacje B2B — nie ma nic wspólnego z turystyką na pierwszy rzut oka, ale mechanizm bałaganu, który tam naprawiałem, jest ten sam, co wszędzie indziej. Dlatego to, co czytasz dalej, nie jest ofertą wyłącznie dla branży turystycznej, choć najgłębiej znam ją od środka. Dziś do tego wszystkiego dochodzi praca z narzędziami AI — projektuję strony, aplikacje i automatyzacje, korzystając z Claude Code i podobnych narzędzi, nie dlatego że to modne, tylko dlatego że przyspiesza robotę, która ręcznie zajęłaby mi tygodnie.

Prowadzę też szkolenia — od pierwszej pomocy w harcerstwie, przez fotografię i montaż w międzynarodowych projektach edukacyjnych, po dzisiejsze szkolenia z AI dla firm i szkół. A od 2017 jestem w zarządzie Fundacji Pięć Plus — odpowiadam za realizację kursów online, mam kontakt z partnerami korporacyjnymi i pracuję przy projektach w programie Erasmus+.

Osobno żadna z tych rzeczy nie robi ze mnie najlepszego na rynku. Nie jestem najlepszym szkoleniowcem, specjalistą od projektów w III sektorze ani od handlu eksportowego. Najlepszym montażystą, najlepszym fotografem, ani najlepszym pilotem wycieczek. Nie robię najlepszych stron internetowych na rynku, ani najlepszych aplikacji. Nie jestem też najlepszym programistą (bo nim nie jestem — kieruję narzędziami, nie piszę kodu ręcznie). Ale rzadko kto łączy to wszystko w jednej głowie i w każdej z tych dziedzin ma faktycznie doświadczenie — i to jest dokładnie to, co mam Ci do zaoferowania. Nie dziesięciu ekspertów w wąskich dziedzinach, których pracę trzeba koordynować, tylko kogoś, kto widzi Twoją firmę jako całość.

07
Uczciwe zastrzeżenia

Czego nie chcę robić

Nie chcę być kolejnym konsultantem, który wpada na pięć minut, wyciąga gotowe rozwiązanie ze swojego katalogu, przekonuje Cię, że akurat ta metoda czy to narzędzie sprawdziło się już w dziesięciu innych firmach, wystawia fakturę i znika do kolejnego zlecenia, zostawiając czasem większy bałagan, niż zastał.

Narzędzia — czy to kamera, komputer i oprogramowanie do montażu, strona internetowa, czy AI — same w sobie nic nie znaczą. Liczy się, co nimi zrobisz. Dobieram narzędzie do zadania, nie zadanie do narzędzia, które akurat znam najlepiej — dlatego stale się czegoś nowego uczę, ale nie jestem, i nie będę udawał, że jestem mistrzem jednego konkretnego narzędzia.

Nie zgadzam się na współpracę, gdy warunkiem jest „zmieńcie coś, ale niech nic się nie zmienia” albo „nie ma budżetu, musi zostać jak jest”. Nie dlatego, że jestem wybredny — po prostu w takim układzie nikomu z nas się to nie uda i szkoda marnować na to czas.

Podobnie nie biorę zleceń bez budżetu, gdzie ktoś liczy, że „kiedyś się odwdzięczy” — już to przerabiałem. I nie zostaję pracownikiem dużej korporacji, gdzie byłbym jednym z tysięcy — jako zewnętrzny współpracownik przy konkretnym projekcie, chętnie, ale nie jako etat.

08
Pierwszy krok

Jak mogłaby wyglądać nasza pierwsza rozmowa

Krok 01

Nie zaczynamy od oferty ani od cennika. Zaczynamy od rozmowy — konkretny produkt, problem albo proces, który ostatnio dał Ci się we znaki. Wchodzę w to od środka, szukam, gdzie realnie tracicie czas, siły albo klientów, i mówię wprost, co widzę — nawet jeśli to inna diagnoza, niż się spodziewałeś.

Krok 02

Jeśli z tego wyjdzie coś, co da się naprawić konkretnym, ograniczonym projektem — dostajesz jasną cenę i jasny termin zakończenia, bez pełzającego zakresu, który nagle robi się dwa razy większy.

Krok 03

Jeśli po zakończeniu projektu widzę, że warto pójść dalej — powiem to wprost, i to Ty zdecydujesz, czy chcesz kontynuować. Jeśli nie ma sensu iść dalej — kończymy tam, bez pretensji z żadnej strony.

08b
Aneks do procedury

Czasem wiesz dokładnie, czego potrzebujesz

Diagnoza to moja domyślna droga, ale nie jedyna. Jeśli już wiesz, że potrzebujesz nowej strony, materiału wideo albo automatyzacji, która zdejmie z Ciebie kawałek powtarzalnej roboty, to po prostu się tym zajmę. Bez wciągania Cię w większy projekt, którego nie zamawiałeś.

Strona www

Zaprojektuję i zbuduję stronę od zera, taką która pasuje do tego, czym firma naprawdę jest, a nie do szablonu. Dostajesz gotową, postawioną stronę, nie makietę do dopracowania własnymi siłami.

Wideo i foto

Nakręcę i zmontuję to, co potrzebne: reklamę, film na stronę, materiał szkoleniowy, zdjęcia. Dostajesz gotowe, zmontowane pliki do użycia, nie godziny surowego materiału do ogarnięcia.

Automatyzacje

Wezmę powtarzalny kawałek roboty, który zjada Twój czas, i sprawię, żeby robił się sam: przepisywanie danych między systemami, obieg zgłoszeń, generowanie materiałów. Efekt to narzędzie, które faktycznie działa, nie prezentacja tego, co dałoby się zrobić.

Takie zlecenie może zostać samo dla siebie: robimy jedną rzecz, kończymy, i tyle. Może też okazać się wejściem do czegoś większego, jeśli po drodze zobaczę, że jest sens iść dalej. Powiem to wprost, ale decyzja jest Twoja i nie naciskam.

Napisz, czego potrzebujesz i na kiedy, a odpiszę, czy i w jakim terminie mogę to wziąć.

Jedna rzecz, zrobiona porządnie, to też współpraca.

koniec aneksuzostało jedno pytanie ↓
09

Napisz albo zadzwoń

Nie musisz wiedzieć na starcie, jakiej dokładnie usługi potrzebujesz — ja też jeszcze tego nie wiem, dopóki nie porozmawiamy. Napisz kilka zdań o tym, co Cię tu sprowadziło, albo po prostu zadzwoń. Odpiszę i zaproponuję jedno spotkanie — bez zobowiązań i bez gotowej oferty na wejściu.